csrdready Zapisz mnie na listę oczekujących

Kennisbank

Właścicielstwo procesu w grupie z wieloma podmiotami

Proces bez właściciela nie zwraca niczyjej uwagi, aż jest już za późno

W grupie z wieloma podmiotami dane zrównoważonego rozwoju są zazwyczaj zbierane na poziomie lokalizacji, kraju lub jednostki biznesowej. Ktoś w danej lokalizacji wypełnia arkusz kalkulacyjny, przesyła go do biura centralnego, a tam wszystko jest łączone w raport. Ten proces działa, aż coś pójdzie nie tak. Wtedy okazuje się, że nikt nie wie precyzyjnie, kto był odpowiedzialny za krok pomiędzy: przeliczenie surowych odczytów licznika na współczynnik emisji, wybór, do którego roku obrachunkowego należy dana liczba, korekta podwójnego liczenia między dwoma podmiotami.

Pytanie "kto jest właścicielem tego procesu" różni się od pytania "kto dostarcza tę liczbę". Dostarczanie jest widoczne: ktoś przesyła plik. Właścicielstwo procesu jest niewidoczne, dopóki go nie brakuje. Kto decyduje, która definicja jest właściwa, gdy dwa podmioty stosują odmienne podejście? Kto zauważa, że wartość wykracza poza oczekiwany zakres, zanim trafi do raportu? Kto jest osobą, do której można się zwrócić, gdy audytor pyta, jak dana liczba została skonstruowana?

Dlaczego struktury grupowe powiększają ten problem

W przypadku jednego podmiotu zazwyczaj jest jedna osoba, która ma ogólny obraz sytuacji, nawet jeśli ten obraz jest nieformalny. Przy wielu podmiotach to nieformalne pokrycie zanika. Każda lokalizacja ma własny sposób pracy, własne systemy, własnych ludzi, którzy "zawsze robili to tak". Biuro centralne widzi wynik końcowy, nie proces, który za nim stoi. Bez wyraźnego przypisania właścicielstwa powstaje grupa, w której każdy myśli, że ktoś inny nadzoruje pomost między surowymi danymi a raportowaną liczbą.

Dzieje się to na kilku poziomach jednocześnie. Jest pytanie kto jest właścicielem definicji punktu danych: który podmiot określa, co dokładnie oznacza "zużycie w zakresie 2", jeśli dostawca energii różni się w zależności od kraju. Jest pytanie kto jest właścicielem kontroli: kto sprawdza, że wartość została zatwierdzona, zanim przejdzie dalej. I jest pytanie leżące u podstaw, które omawia ten artykuł: kto jest właścicielem samego procesu, od systemu źródłowego do wiersza raportu.

Co się dzieje, gdy nikt nie jest właścicielem procesu

Bez właściciela proces staje się zbiorem przyzwyczajeń. Ktoś zmienia formułę w arkuszu kalkulacyjnym, bo wydawało się to wygodniejsze, i nikt nie sprawdza, czy ta zmiana została wprowadzona również gdzie indziej. Lokalizacja zmienia system księgowy, a nowy eksport ma inną kolejność kolumn, czego nikt nie zauważa, aż liczby przestają się zgadzać. Nowy pracownik przejmuje raportowanie i podąża za instrukcjami poprzednika, który w międzyczasie odszedł, nie wiedząc, dlaczego dany krok został tak zaprojektowany.

Konsekwencje stają się widoczne zazwyczaj w momencie, gdy ktoś z zewnątrz na to patrzy: podczas audytu, przy pytaniu organu nadzorczego, przy pierwszej sytuacji, w której trzeba uzasadnić liczbę. Wtedy okazuje się, że nikt nie może odtworzyć, jak liczba powstała, bo nikt formalnie nie miał tej odpowiedzialności. To jest właśnie temat co Pan/Pani robi, gdy nikt nie jest właścicielem w grupie z wieloma podmiotami: nie pytanie o winę, lecz strukturalna pustka, która powstała przez wzrost, fuzje lub po prostu czas.

Przypisanie właścicielstwa nie jest schematem organizacyjnym

Kuszące jest rozwiązanie tego problemu za pomocą schematu organizacyjnego: jedno nazwisko przy jednym dziale. To nie działa, ponieważ proces leżący pod danymi zrównoważonego rozwoju nie składa się z jednego kroku. Jest rejestracja źródłowa, przeliczenie na jednostkę lub współczynnik, kontrola poprawności wartości, agregacja na poziomie podmiotów oraz ostateczne zapisanie w raporcie. Każdy krok może mieć innego właściciela, o ile jest to jasno ustalone, a nie zakładane.

Co w tym pomaga, to nie mglisty podział zadań, lecz konkretny rejestr: dla każdego punktu danych pytanie, kto zarządza źródłem, kto wykonuje przeliczenie, kto zatwierdza wynik. Do tego należy również pytanie, co jest wartością poprawną, ponieważ bez wspólnej definicji co jest wartością poprawną, żaden właściciel nie może sprawdzić, czy liczba jest prawidłowa, zanim przejdzie dalej. A bez sposobu sygnalizowania odchylających się wartości, jak opisano przy ustalaniu odchylenia sygnałowego, kontrola pozostaje zależna od tego, kto akurat jeszcze raz sprawdzi liczbę.

Od właścicielstwa do pracy, którą można przekazać

Gdy właścicielstwo procesu zostanie już przypisane, dla każdego punktu danych i dla każdego kroku, powstaje inny rodzaj wglądu: dokładnie kto wykonuje jaką czynność, jak często, i na podstawie jakiego źródła. Ten przegląd umożliwia kolejne pytanie, które wykracza poza to, kto jest odpowiedzialny, a mianowicie jaką część tej pracy można następnie przejąć przez automatyzację. Skan pracy FTE TO AI wylicza dla każdego zadania, jaką część pracy można przejąć przez AI, wychodząc od zadań, które stały się widoczne po przypisaniu właścicielstwa. Bez tego przypisania nie ma zadania do zeskanowania, jest tylko proces, którego nikt nie może wyjaśnić.

Skan jest w budowie

Data Readiness Scan, który mapuje rejestr punktów danych, lineage dla każdego punktu danych oraz właścicielstwo, jest obecnie w budowie. Osoby, które chcą zapisać się na listę oczekujących na dostęp, gdy skan będzie dostępny, mogą się zgłosić. Obecnie nie można zamówić narzędzia, ale można zapisać się, aby jako pierwsi otrzymać informację, gdy będzie gotowe.

Marvinde assistent van de Data Readiness Scan

Vraag maar waar een datapunt vandaan komt. Dat is meestal de hele vraag.

Answers come from this site’s knowledge base. Not tailored advice, and not a scan of your company.