Sektor ICT różni się od sektorów z fabrykami, flotami pojazdów czy budynkami. Firma programistyczna nie ma wielkich pieców i zazwyczaj nie posiada własnej znaczącej nieruchomości firmowej. Na pierwszy rzut oka sprawia to, że sektor wydaje się lekki w emisjach, ale dane o zrównoważonym rozwoju nie zniknęły — zostały przeniesione. Nie znajdują się we własnych aktywach, lecz w łańcuchu dostawców, w umowach z dostawcami usług w chmurze oraz w sprzęcie używanym przez pracowników. Kto w ICT patrzy tylko na własne biuro, ten przeoczy większą część historii.
Dla wielu firm ICT punkt ciężkości wpływu klimatycznego przesunął się na moc obliczeniową, którą kupują. Kto korzysta z AWS, Azure, Google Cloud lub lokalnego dostawcy hostingu, w istocie kupuje zużycie energii, które jest wytwarzane i rozliczane gdzie indziej. Dane na ten temat rzadko znajdują się w systemie wewnętrznym, a raczej w fakturach, umowach o świadczenie usług oraz w raportach dotyczących zrównoważonego rozwoju, które publikują sami dostawcy usług w chmurze. Niektórzy dostawcy podają dane o emisjach na klienta lub na obciążenie roboczo (workload), inni tylko ogólną średnią. Różnica między tymi dwoma podejściami determinuje, jak precyzyjnie firma może uzasadnić własną emisję związaną z chmurą — a ta różnica często nie jest znana osobie sporządzającej raport.
Drugim miejscem, w którym gromadzą się dane o zrównoważonym rozwoju, jest sprzęt: laptopy, serwery, sprzęt sieciowy, telefony. Dane te powstają w kilku momentach cyklu życia. Przy zakupie informacje o użyciu materiałów i emisjach produkcyjnych znajdują się u dostawcy, często w paszporcie produktu lub deklaracji środowiskowej, o które standardowo nie proszono. W trakcie użytkowania zarządzanie IT generuje dane o zużyciu energii przez centra danych i serwerownie, czasem w systemach obiektowych, czasem w narzędziach do zarządzania aktywami IT, które nie komunikują się z finansami. Przy usuwaniu powstają kolejne dane: wskaźniki ponownego użycia, certyfikaty recyklingu, umowy z przetwórcami odpadów elektronicznych. Trzy fazy, trzy rodzaje źródeł i rzadko jedno miejsce, w którym się one łączą.
Firmy, które dostarczają przede wszystkim oprogramowanie lub usługi cyfrowe, mają dodatkową komplikację: ich produkt sam nie ma fizycznego odciska, ale działa na infrastrukturze, która taki odcisk posiada. Pytanie, jaka część emisji związanej z chmurą powinna być przypisana do jakiego produktu lub klienta, wymaga metod alokacji, które często nie zostały jeszcze ustalone. Kto raportuje na ten temat, musi najpierw określić, który punkt danych stanowi podstawę — moc obliczeniowa, przechowywanie danych, ruch danych — zanim będzie można cokolwiek zmierzyć. To wybór metodologiczny, który jest niezależny od raportu, ale go wyprzedza.
Ponieważ sektor jest pracochłonny i ma relatywnie mało aktywów fizycznych, pozycje związane z personelem często ważą więcej niż w sektorach przemysłowych: dojazdy do pracy, praca zdalna, podróże służbowe, energia budynków biurowych, które czasem są współdzielone z innymi wynajmującymi. Te dane są rozproszone po systemach HR, platformach do rezerwacji podróży, dostawcach usług obiektowych, a czasem w arkuszach kalkulacyjnych prowadzonych przez pojedynczego pracownika. Wolumen na pozycję jest niewielki, ale liczba źródeł jest duża, co czyni konsolidację bardziej czasochłonną, niż sugerowałaby jej wielkość.
W sektorach takich jak budownictwo czy sektor nieruchomości dane są często skoncentrowane wokół ograniczonej liczby fizycznych lokalizacji lub projektów. W sektorze ICT jest odwrotnie: dane są cienko rozsmarowane po wielu małych, cyfrowych i kontraktowych źródłach. To wymaga innego podejścia przy tworzeniu rejestru punktów danych — zaczynać nie od budynków czy maszyn, lecz od umów, systemów oraz pytania, kto w organizacji zarządza jakim fragmentem łańcucha.
Również w ramach firmy ICT z wieloma jednostkami biznesowymi — na przykład osobnym oddziałem chmury, konsultingu i oprogramowania — powraca to samo pytanie: jakie punkty danych są rzeczywiście potrzebne przy wielu jednostkach biznesowych oraz gdzie w organizacji taki punkt danych już istnieje. Zanim ponownie zapyta się o zużycie chmury czy inwentarz sprzętu, warto sprawdzić, czy dana informacja jest już gdzieś zbierana, na przykład poprzez gdzie punkt danych już istnieje przy wielu jednostkach biznesowych. To zapobiega temu, że każda jednostka buduje swoją własną, nieznacznie odmienną wersję tej samej liczby.
Pokusa przy rozdrobnionych danych to najpierw zakup narzędzia, które wszystko uporządkuje. Narzędzie nałożone na niezorganizowany proces daje jednak przede wszystkim ładniej wyglądający raport na temat liczb, które w warstwie źródłowej wciąż się nie zgadzają. Najpierw jasne ustalenie, skąd pochodzi każdy punkt danych, kto za niego odpowiada i jakie reguły jakości mają do niego zastosowanie, to krok, który wyprzedza wybór systemów, a nie następuje po nim.
Gdy już wiadomo, jakie punkty danych istnieją, skąd pochodzą i kto nimi zarządza, powstaje również obraz tego, jak dużo pracy manualnej wciąż z nimi się wiąże: przepisywanie, weryfikowanie, dopytywanie u kolegi. To właśnie ten rodzaj pracy, dla którego FTE TO AI za pomocą skanu pracy dla każdego zadania obliczają, jaką część można przekazać AI, jako uzupełnienie wglądu, który daje już rejestr punktów danych.
Vraag maar waar een datapunt vandaan komt. Dat is meestal de hele vraag.
Answers come from this site’s knowledge base. Not tailored advice, and not a scan of your company.